Pomysł na gminę
SERY Z WIŻAJN
Gmina Wiżajny jest najdalej wysuniętą na północny wschód częścią powiatu suwalskiego w województwie podlaskim. Większość jej powierzchni położona jest na terenie polodowcowym, stąd też powszechne przekonanie, iż Wiżajny są polskim biegunem zimna. Nie przeszkadza to jednak turystom, którzy licznie odwiedzają te tereny.
Ludzie, którzy przyjeżdzają do Wiżajn delektują się nie tylko malowniczym krajobrazem, przebywaniem na łonie natury. Wszyscy obowiązkowo chcą spróbować produkowanych przez miejscowe gospodynie serów podpuszczkowych dojrzewających. Jedni przyrównują je do zakopiańskich oscypków, inni- do serów korycińskich swojskich. Nieważne jednak, jak je nazwiemy i z czym porównamy- sery z Wiżajn są wyjątkowe, nie tylko ze względu na walory smakowe. Ich historia sięga okresu przedwojennego. Wówczas w gospodarstwie szlachcica Rekosza funkcjonowała duża serowarnia, z której wybory transportowane były w specjalnych beczkach na teren całej Poslki. Dzisiaj sery produkowane są według tradycyjnej receptury, na podstawie doświadczeń i przepisów najstarszych mieszkańców gminy Wiżajny i Rutka Tartak. Na tych terenach krowy wypasane są na polach, gdzie rosną zioła i trawy niespotykane w innych częściach kraju. Jedyną z takich roślin jest macierzanka.
I to właśnie od tego zioła wzięła się nazwa stowarzyszenia, założonego przez Panią Krystynę Krzyżewską. Mieszkanka Dziadówka, do założenia swojej działalności została przekonana przez wójta. Wkrótce po tych konsultacjach, wyjechała na tygodniowe szkolenie do Francji. “Wcześniej gościliśmy w naszych gospodarstwach Francuzów. Kiedy spróbowali serów z Wiżajn, byli zachwyceni i nie mogli wyjść z podziwu, że umiemy robić takie smakołyki. Potem my mieliśmy okazję zobaczyć, jak oni produkują swoje słynne sery. Wszyscy uczestnicy wyjazdu stwierdzili, że w Polscce ta produkcja wygląda lepiej niż we Francji. To nas bardzo podbudowało i zachęciło do dalszej pracy”- przyznaje Pani Krystyna.
Wkrótce po tym, mleczny produkt z północno-wschodniej Polski zrobił międzynarodową karierę. Może za sprawą tego, że nie ma w nim ani grama chemii, a może z powodu niesamowitego otoczenia i wieloletniej tradycji. Jedno nie ulega wątpliwości- sery z Wiżajn są wyjątkowym produktem i jak żaden inny rozsławiają gminę.
OBIAD W LEŚNICZÓWCE
Państwa Stachurskich znam od zawsze. Pani Mirka pracowała w dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego, a pan Jurek hodował żubry na Mazurach. Tam, w leśniczówce Walisko, siedząc przy ognisku do białego rana, słuchaliśmy opowieści seniora rodu – pana Aleksandra Stachurskiego, który budował zręby gospodarki leśnej na tych obszarach zaraz po II wojnie światowej. Ponieważ ośrodek hodowli żubrów w Puszczy Boreckiej był wówczas jedynym miejscem w Polsce wyznaczonym do polowań na osobniki wyselekcjonowane do odstrzału – można było tu tylko skosztować tak rzadkich potraw, jak tatar z żubra. Już wtedy ujawniły się kulinarne talenty pani Mirki, wysoko cenione przez myśliwych z całej Europy przyjeżdżających na te „królewskie” polowania.
Kiedy państwo Stachurscy przenieśli się w okolice Szprotawy – spotykaliśmy się jednak dużo rzadziej. Warszawiacy przywykli do spędzania wakacji w Tatrach, nad Bałtykiem lub właśnie na wspomnianych wcześniej Mazurach. Tak czyni zresztą większość mieszkańców centralnej Polski i odwiedzający nasz kraj turyści zagraniczni, przez co wszędzie tam jest tłoczno i gwarno, a najczęściej spożywane potrawy to hot dogi, hamburgery, kebab albo pizza. Na ziemię lubuską zagląda mało kto, choć to właśnie tutaj Bolesław Chrobry witał cesarza Ottona III, aby w przepysznym orszaku doprowadzić go do Gniezna w samych początkach naszej państwowości. Mikroklimat zielonogórski sprawia, że z powodzeniem uprawia się tu winorośl, co też jest dużą atrakcją turystyczną.
Czterdzieści procent województwa lubuskiego pokrywają lasy. Nigdzie indziej nie ma tak wspaniałych jak tu grzybobrań. Bóbr, przepływający w pobliżu leśniczówki państwa Stachurskich, to górska rzeka na nizinie, w której łowi się pstrągi lub podgląda nader ciekawe obyczaje i „inżynierskie” konstrukcje zwierząt, którym rzeka zawdzięcza swą nazwę. W pobliskich Piotrowicach można podziwiać monumentalną sylwetkę najstarszego w Polsce dębu szypułkowego, który rośnie tu od 1250 roku. Podczas pielgrzymki leśników do Watykanu w 2004 roku jego żołędzie poświęcił papież Jan Paweł II. Wyhodowano z nich pięćset certyfikowanych sadzonek, upamiętniających w całym kraju papieża Polaka. Kto chciałby mieć podobny dąb w ogródku – bez trudu znajdzie pod koroną „Chrobrego” jego żołędzie, co jest ewenementem u tak starych drzew.
Gospodarstwo agroturystyczne „Nad Bobrem” to idealne miejsce do wypoczynku dla osób ceniących sobie ciszę i spokój, lubiących wędkować albo zbierać jagody i grzyby. Do własnoręcznego przygotowywania zimowych przetworów udostępniony jest oddzielny budynek kuchenny, z piecem chlebowym, w którym można dokonać samodzielnego wypieku pieczywa według starych receptur. Przy ognisku i przy grillu, kosztując wspaniałych nalewek i nominowanego do nagrody krupniku litewskiego na miodzie – można długo w noc słuchać myśliwskich opowieści pana Jurka, nie mniej ciekawych niż wspomnienia jego taty. Przed przeziębieniem uchroni nas przyrządzany tu według starych receptur syrop sosnowy – stosowany od stuleci w medycynie ludowej przeciw chorobom dróg oddechowych.
Największą jednak atrakcją tego gospodarstwa jest myśliwska kuchnia pani Mirki. Dzik po święciańsku, pieczony w całości, zamawiany jest na najhuczniejsze wesela z półrocznym wyprzedzeniem. Potrawy regionalne kuchni polskiej to jeden z ważniejszych walorów turystycznych naszego kraju i wciąż jeszcze nie dość wykorzystany atut agroturystycznych gospodarstw.
Na tegorocznej POLAGRZE w Poznaniu kuchnia pani Mirki została wyróżniona nagrodą kulinarnej Perły 2009 w konkursie „Smaki Regionów – Nasze Kulinarne Dziedzictwo” za „obiad z leśniczówki”, na który składała się zupa grzybowa i comber sarni z kładzionymi kluskami i borówkami. Zwiedzający konkursową wystawę oblegali stoisko państwa Stachurskich, żałując, że sarna to zwierzę niewielkie. Wspaniałej zupy grzybowej wystarczyło dla wszystkich!
Dla każdego też otwarte są drzwi leśniczówki „Nad Bobrem”, co polecam szczególnie prawdziwym smakoszom kuchni myśliwskiej. Smacznego!
Jacek Krzemiński
ZACZAROWANY OGRÓD
Niezwykłe to miejsce i niezywkli są jego gospodarze.
Tuż przy ruchliwej trasie z Kielc do Tarnowa w Śladkowie k. Chmielnika wśród pozostałości klifów morskich pamiętających erę miocenu uwagę przejeżdżających przykua barwny korowód fantastycznych, drewnianych postaci.
Kogóż to nie stworzyła wyobraźnias ich autorów, państwa Barbary i Tadeusza Buczyńskich. Para miejscowych artystów witając gości osobiście zaprasza do przechadzki po osobliwym ogrodzie. A w nim czeka nas spotkanie ze zbójami, rycerzami, grajkami, włóczęgami, pannami gotowymi udać się przed ołtarz. Jest też fotoreporter z zawieszoną na szyi „smieną”. Wokół pełno zaklętego w bezruchu domowego inwentarza.
Spacer po zaczarowanym ogrodzie stał się nie lada atrakcją odwiedzaną przez licznych turystów i zwykłych ciekawskich zaintrygowanych widokiem fantastycznych stworów.
Gospodarze tego urokliwego zakątka, którzy mogli zrealizować swój projekt dzięki przychylności władz gminy Chmielnik stale powiększają galerię ogrodowych postaci.
Na koniec spaceru każdy ze zwiedzających otrzymuje pamiątgkowy certyfikat zaświadczający o pobycie w zaczarowanym Śladkowie i zaproszenie do kolejnych odwiedzin. Warto z niego skorzystać.
Piotr Kruk
